Czy hologram może zastąpić człowieka? Na taki, rodem z filmów science fiction, pomysł wpadli prawnicy serwisu Onet.pl. Chodzi o sprawę dziennikarza Bartosza Węglarczyka. Mecenasi próbowali dokonać karkołomnej sztuki udowodnienia, że redaktor oskarżony o naruszenie dóbr osobistych, tak naprawdę nie był redaktorem, ale hologramem wytworzonym techniką deepfake. Przeanalizowaliśmy, na ile zasadna jest taka argumentacja.

„W pana partii uważają, że facet, który pisze do pierwszej prezes Sądu Najwyższego, bardzo państwa przepraszam, ale cytuję tylko wiceministra sprawiedliwości i pana sędziego, sp….laj, mówi do Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego”.

Powyższy cytat pochodzi z programu „Onet opinie” wyemitowanego 7 października 2019 r. Redaktor naczelny Onetu Bartosz Węglarczyk prowadząc rozmowę z Jackiem Ozdobą (wówczas warszawskim radnym Prawa i Sprawiedliwości), przypisał ówczesnemu wiceministrowi sprawiedliwości Łukaszowi Piebiakowi używanie wulgarnych sformułowań w stosunku do Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf. Sędzia Piebiak zaprzeczył, że zwracał się Małgorzaty Gersdorf w niecenzuralny sposób i wytoczył przeciwko Bartoszowi Węglarczykowi oraz Onetowi powództwo cywilne o ochronę dóbr osobistych, a także prywatny akt oskarżenia z art. 212 216 kodeksu karnego.

Ciężar dowodu w sprawach o ochronę dóbr osobistych

Artykuł 24 § 1 kodeksu cywilnego stanowi, że ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. Z przepisu tego wyprowadza się domniemanie bezprawności naruszenia dobra osobistego. Oznacza to, że powód musi przed sądem udowodnić, że doszło do naruszenia dóbr osobistych, np. że pozwany wypowiedział słowa, które naruszyły dobre imię powoda. Na pozwanym ciąży obowiązek wykazania, że jego słowa były zgodne z prawdą (Wyr. SA w Krakowie z 16 stycznia 2018 r. I ACa 853/17, Wyr. SA w Krakowie z 20 grudnia 2018 r. I ACa 922/18). Jeśli pozwany zadaniu nie podoła, zgodnie wyżej wskazanym domniemaniem, sąd przyjmie, że naruszenie dóbr osobistych było bezprawne. Ta sama zasada znajduje zastosowanie w postępowaniu karnym w sprawach o zniesławienie (art. 212 kodeksu karnego).

Linia obrony jak ser szwajcarski

Jak z powyższego wynika, istnieją dwa główne kierunki obrony przed powództwem o naruszenie dóbr osobistych. Można z otwartą przyłbicą wykazywać, że to co się powiedziało jest prawdą albo dowodzić, że samo naruszenie nie miało miejsca. W tym drugim przypadku dowodzenie może  dotyczyć albo tego, że nie pozwany nie powiedział tego co mu powód zarzuca, albo że pozwany nic nie powiedział (ewentualnie, że to nie on to powiedział).

W powyższej sprawie prawnicy Onetu przyjęli ostatnią z możliwości. W upublicznionym piśmie procesowym wykazywali, że pozwanego Bartosza Węglarczyka w studiu nie było. Program prowadził ktoś inny, zaś wizerunek redaktora naczelnego został nałożony za pomocą technologii deepfake. Jak podaje portal wPolityce.pl, pozwani kwestionują, że Bartosz Węglarczyk uczestniczył w tworzeniu spornego programu, dlatego nie ma legitymacji do występowania w charakterze pozwanego w przedmiotowym procesie. Innymi słowy, skoro redaktora Węglarczyka w studiu nie było, to nie mógł naruszyć dóbr osobistych powoda i nie powinien być pozwanym.

Przyjęta przez prawników Onetu linia obrony jest nieszablonowa i doprawdy wyborna, niczym pochodzący z kantonu berneńskiego Ementaler. Ma nawet pewien potencjał, by wyznaczać nowe trendy w sprawach o ochronę dóbr osobistych. Niestety, przy całym podziwie dla kreatywności mecenasów, nie sposób nie zauważyć dziur w przyjętej argumentacji.

Pierwszą jest fakt, że technologia deepfake nie pozwala na takie nałożenie hologramu na rozmówcę, że jego interlokutor siedzący po drugiej stronie biurka nie zauważy różnicy. Niestety dla pozwanych, konwencja programu zakładała rozmowę z gościem, a ten mógłby przed sądem wyrazić swój pogląd dotyczący osoby, która prowadziła program. Oczywiście, taka wypowiedź osobowego źródła dowodowego nie stanowi argumentu przesądzającego, ponieważ nie sposób wykazać, że gość zaaferowany nagraniem w sposób niebudzący żadnych wątpliwości zapamiętał wszystkie szczegóły wskazujące, że nie rozmawiał z hologramem. Pozostaje mieć nadzieję, że sąd, kierując się doświadczeniem życiowym, da wiarę świadkowi, że zauważył z kim rozmawiał.

Przedstawiona linia obrony może być także przyczynkiem do rozważań o konieczności reformy edukacji prawników. Być może konieczne byłoby zwiększenie liczby zajęć z kompetencji miękkich i niedogmatycznych przedmiotów. Sugerowanie w piśmie procesowym, że Onet narusza zasady etyki dziennikarskiej, nie szanuje swoich gości ani odbiorców pozwalając komukolwiek prowadzić merytoryczne rozmowy i nie ujawniając przy tym tożsamości prowadzącego, może prowadzić do większej szkody wizerunkowej dla portalu niż przegrany proces o ochronę dóbr osobistych. Z tego drugiego zawsze można próbować wybrnąć twierdzeniem, że sędzia był stronniczy, a konsekwencje pierwszego (także finansowe) mogą być bardzo dotkliwe i długofalowe.

Trzeba wreszcie zauważyć, że przyjęta linia obrony dotyczy wyłączenia odpowiedzialności redaktora Węglarczyka, a nie portalu Onet. Nie został zakwestionowany fakt, że w programie emitowanym na portalu padły przytoczone na początku artykułu słowa. Nie zostały także zaprezentowane dowody obalające domniemanie bezprawności naruszenia.

Czy Bartosz Węglarczyk pozwie prawników Onetu?

Zaproponowana linia obrony ma jeszcze jeden potencjalny skutek. Prawnicy Onetu zasugerowali w piśmie procesowym, że program może poprowadzić każdy. Nie musi to być uznany dziennikarz z wieloletnim doświadczeniem. Nie musi być to redaktor naczelny portalu. W zasadzie trudno ocenić jakie kompetencje są wymagane do prowadzenia programu, skoro widzowie i goście nie widzą różnicy między prawdziwym dziennikarzem a jego substytutem. W takiej sytuacji naturalne wydaje się zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy profesjonalnych dziennikarzy i płacenie im wyłącznie za wykorzystanie wizerunku, który zostanie nałożony na dużo tańszych stażystów czy praktykantów. Czy w takim razie prawnicy nie naruszyli dóbr osobistych redaktora Węglarczyka i nie zniesławili go? Artykuł 212 kodeksu karnego stanowi, że karze podlega ten, kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. Ponadto, wspomniany już art. 24 kodeksu cywilnego w par. 2 stwierdza, że jeżeli wskutek naruszenia dobra osobistego została wyrządzona szkoda majątkowa, poszkodowany może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych.

Ostatecznie, redaktor Bartosz Węglarczyk przyznał, że to on prowadził sporny program, czym podważył argumentację prawników Onetu, a koncern Ringer Axel Springer Polska wycofał pełnomocnictwo dla kancelarii. Szkoda, bo linia obrony oparta o deepfake urzeka swoją innowacyjnością, a zarazem prostotą. Ostatecznie bowiem sprowadza się do filmowego stwierdzenia „nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi?”. Obserwowanie prób obrony takiej argumentacji byłoby ciekawym choć surrealistycznym doświadczeniem.

Łukasz Bernaciński

Autor jest prawnikiem, doktorantem w zakresie nauk prawnych, współpracownikiem organizacji pozarządowych. Prywatnie fan kawy i jeżdżenia w zakrętach szybciej niż na prostej. Po godzinach śpiewa kołysanki i wyszukuje perełki filmowe.

wpolityce.pl/twitter.com/Kodeks karny/Kodeks cywilny

https://wpolityce.pl/media/498152-nowe-ustalenia-w-sprawie-afery-weglarczyka-i-onetu

https://www.arslege.pl/srodki-ochrony-dobr-osobistych/k9/a1003/

http://statystyka.policja.pl/st/kodeks-karny/przestepstwa-przeciwko-8/63518,Znieslawienie-art-212.html

https://www.arslege.pl/zniewazanie-osoby/k1/a11656/